środa, 14 grudnia 2011

Oszczędzanie, oszczędności, oj bida

ilustracja oszczędzania poprzez zbieranie kuponów

Jak wyglądają nasze oszczędności? Kto oszczędza i ile? Co z nimi robimy?


Czytam komentarz, a tu zonk

Póki mam sporo wolnego czasu, sporą jego część poświęcam na przeglądanie blogów, czasem komentowanie. Pod jednym wpisem o inwestowaniu przeczytałem coś w rodzaju: No dobrze, inwestować, ale z czego? Najpierw trzeba mieć jakieś oszczędności. Niesamowita prawda czyż nie? Nieco śmieszne, że czasem zaczynamy od czytania o inwestowaniu, a dopiero później o oszczędzaniu - o ile w ogóle. A przecież łatwiej coś odłożyć, niż to pomnożyć w istotny sposób.



Oszczędności polaków

Z ciekawości przeczytałem dwa pierwsze artykuły które znalazłem na temat oszczędności Polaków. Jeden sprzed 2 miesięcy, drugi starszy o rok. Ponieważ badania robiły inne firmy, i w inny sposób nie ma co specjalnie brać do siebie tych danych, jednak dają one jakiś zarys. Rok temu brak oszczędności zadeklarowało 3/4 respondentów, w tym roku połowa. Jednak wśród osób z wykształceniem na poziomie średnim, lub niższym jest to nadal około 3/4!. Duże oszczędności ma mniej jak 1% społeczeństwa, spore oszczędności mniej jak 5%. Co gorsze, połowa osób która ma jakieś oszczędności nic z nimi nie robi. Trzyma je w domu, lub na rachunkach bez oprocentowania. Pewnie ma to związek z faktem, że znów 3/4 z nas ma błędne pojęcie o inwestowaniu, sporo osób za dobre inwestycje uważa branże które obecnie są w recesji. Świadomość społeczeństwa w sprawie tak podstawowej jak lokaty a inflacja jest bardzo niska. Gdy tak o tym pomyśleć to rysuje się bardzo smutny obraz naszej przyszłości. Większość z nas żyje z dnia na dzień, o przyszłości choćby tak odległej jak wakacje mało kto myśli, nie wspominając już o własnych oszczędnościach na emeryturę.


Cóż, taka już chyba ludzka natura

Wiele się mówi o Polakach żyjących ponad stan, ile to już razy w telewizji było słychać Zastaw się a postaw się. Bardzo krótkowzroczne podejście. Jeśli tak ma też osoba z cytatu na początku wpisu to chyba nie ma się czemu dziwić? Ludzka natura przypomina nieco gaz, jego specyfiką jest, że w pomieszczeniu wypełnia je całe, niezależnie od zawiłości kształtu. Tak samo my, ludzie potrafią żyć bez dochodów, zarówno wszelkiej maści menele czy lumpy, jak również osoby które same wytwarzają to czego potrzebują. Ciekawsze wydaje się jednak drugie ograniczenie a raczej jego brak. Jak sądzicie ile może dziennie wydawać człowiek? Nie mam tu na myśli jednorazowego zakupu auta, ale tak dzień za dniem przez wiele lat. Wczoraj czytałem o siostrach które roztrwoniły majątek otrzymany od ojca, wydawały ponad 3 mln dziennie, a do wydania miały ponad 15 mld. Wracając do tematu, w Diunie dość dobrze to ujęto, to nie środowisko ogranicza ilość życia na danym terenie, a raczej zdolność tego życia do przyswajania się. Z ludźmi jest podobnie, może nam się wydawać, że ledwie dajemy rade przeżyć od pierwszego do ostatniego. Jednak dla zdecydowanej większości z nas jeśli zabierzemy 5-10% tej kwoty też damy radę. W ten oto sposób zaczynamy posiadać oszczędności. Przykładem może byc na przykład oszczędzanie prądu, jeśli zmniejszymy jego zużycie o połowę, to w portfelu na koniec miesiąca powinna znaleźć się ta dodatkowa kwota, ale wątpię by się znalazła. Oszczędzając w ten sposób, trzeba przewidzieć kwotę oszczędności, i ją odłożyć inaczej wydamy ją na coś innego.


Łatwiej oszczędzać będąc bogatym

I nie mam tu na myśli tego, że oni mają więcej do odłożenia, po prostu tak jest. Dzwonisz z telefonu na kartę, taniej będzie jeśli załadujesz raz za 100 , niż cztery razy po 25, masz lodówkę, ale tańsza jest ta droższa która potrafi zwrócić różnicę w cenie kilka razy. Na niewiele zda się nam oszczędzanie poprzez wydawanie mniej, najlepsze są produkty z przedziału średniego lub te droższe, kupując tanio zazwyczaj dopłacimy do interesu, i tak jest z ogromną większością rzeczy. Czasem lepiej poczekać, czy wręcz pożyczyć aby kupić urządzenie z prawdziwego zdarzenia, szczególnie gdy chodzi o te kupowane na lata.


A gdy już mamy oszczędności...

Spora część osób, szczególnie na początku ma z tym problem, mam na myśli utrzymanie oszczędności. Po prostu lubimy wydawać i jak już po roku uzbieramy te 2 tyś , to bardzo nas korci aby je wydać. Pół biedy jeśli to zakup czegoś potrzebnego, co pozwoli znów coś zaoszczędzić, gorzej jeśli to wyjazd(na taki cel powinniśmy zbierać osobno), czy mniej potrzebna rzecz. Dlatego bardzo dobrym pomysłem jest lokata terminowa, choćby na 3 miesiące, i choć odsetki od tych 2 tyś są bez specjalnego znaczenia, to jednak sama o nich myśl nas zniechęca do rozwiązania lokaty przed czasem.


Zatem pora brać się za oszczędzanie!

Popełniłem już jeden czy drugi temat o tym jak można coś zaoszczędzić. Jeśli więc ciągle o tym myślisz, a nic w tym kierunku nie robisz może najwyższa pora zacząć? Pamiętaj jednak, że na pewnych rzeczach lepiej nie oszczędzać. Choćby zdrowie czy jedzenie. Jedzenie powinno być zdrowe, a żeby było tanie, najlepiej je samemu przygotowywać. Zachęcam do przejrzenia podobnych wpisów proponowanych przez gadżet poniżej.

7 komentarzy:

  1. po co oszczeczać - jak wartośc złotóki leci na łeb

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe, choćby po to by przed następną taką obsuwką kupić dolary :) A tak na poważniej, oszczędności przydają się zawsze, tutaj co prawda o tym nie wspomniałem, ale za bardzo nieodpowiednie uważam np. życie bez zabezpieczenia na 3 miesiące w przypadku straty dochodu :) A z tych ankiet wynika, ze połowa z nas takich nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam
    Co prawda oszczędzamy złotówki, ale nikt nie każe nam ich trzymać i czekać aż stracą na wartości - to nie dzieje się z dnia na dzień. A oszczędnościami można zarządzać lokując je w instrumentach chroniących przed niekorzystnymi ruchami na rynku walutowym ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety podejście do oszczędzania po pierwsze uzależniona jest od naszego wychowania. Druga sprawa to świadomość. Znam osoby zarabiające 10 tys./ m-c i nic nie oszczędzające (bo nie mają z czego) jak również osobę zarabiającą 1,5 tyś/m-c i potrafiące oszczędzić 200 zł.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze mówiąc to nie do końca zgadzam się właśnie z twierdzeniem, że bogatym jest łatwiej oszczędzać. Mają ku temu lepsze możliwości, ale kluczowa jest mentalność. Pomijając zarobki starczające ledwo na przeżycie od 1. do 1. to jeżeli zarabiając mało nie potrafisz nic oszczędzić to nie będziesz tego potrafił zarabiając dużo.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pod tym względem na pewno. Ja ująłem to po prostu dla innego przykładu. Jeśli ktoś ma mało, to raczej ciężko mu będzie przyjąć wydatek 100zł na kartę pre-paid, łatwiej mu będzie płacić te 25 co miesiąc. Oczywiście to nie jest standard, po prostu łatwiej to zrobić komuś kto ma więcej, przez co jeszcze więcej może odłożyć. Taka teoria, a w praktyce wszystko rozbija się o nasze podejście. Tak samo komuś bogatemu(nie mówię tu o tych z 10 tyś zł miesięcznie), łatwiej kupić porządną lodówkę A+, co da mu oszczędności na kosztach utrzymania.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak cię nie stać, to nie oszczędzaj.
    Konkretna odpowiedź na posta - stare powiedzenie :)

    Biednego właśnie stać na porządny sprzęt, bo nie może sobie pozwolić na drobnicę złej jakości wymienianą kilka razy w roku. Musi kupić raz a dobrze tę lodówkę A+, pralkę, zmywarkę jeśli chce oszczędzić największe pożeracze pieniędzy. Z jedzeniem tak samo. Ważne jest, żeby jeść wartościowe posiłki, bo tym samym prócz sytości mamy zapewnione zdrowie - tańsze koszty leczenia.
    Jak ktoś szuka wymówek to je znajdzie, ale nie ma zmiłuj - nie stać cię, to nie pij alkoholu, nie pal papierosów, odstaw lotto, chipsy, wyjścia do kina, wakacje - życie ponad stan. Najtrudniejsze to przyznać się przed samym sobą, że jestem ubogi, więc nie szaleję i wyobrazić sobie życie za 5, 10 lat. Jeśli teraz jest się niezbyt zamożnym, to jak to będzie wyglądało kiedy zaczną się problemy ze zdrowiem?

    Brak mi kampanii informujących o oszczędzaniu, zmiany stylu myślenia rodaków. Ludzie żyją w biedzie, zarobione pieniądze przejadają, jak dodatkowa gotówka to tylko z kredytu. A najgorsze jest to, że winą za to państwo, zły bank, wszystkich tylko nie ich samych.

    OdpowiedzUsuń