Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 października 2013

Co tam ciekawego? Nic specjalnego

Ach jak ten czas leci, jeszcze chwila i nowy rok :)



Kolejny miesiąc za mną

Kończy się miesiąc, w następny weekend pewnie wspomnę o marazmie na moim IKE. A tak to nic wielkiego, lada moment kończy mi się umowa o pracę(przedłużenia jestem pewien, choć warunki jakoś specjalnie się nie poprawią). Ostatnio w wolnym czasie nawet wykonałem małe przewidywanie wyników na koniec roku - banan się na ustach malował :) Choć to jeszcze 2 miesiące już nie mogę się doczekać - choćby po to by spokojnie przelać kilka zł na IKE.

niedziela, 4 marca 2012

Mijający tydzień moim okiem



Znów niedziela czas na garść starych newsów.





Słowem wstępu

Miałem zakończyć ten cykl ze względu na znikome zainteresowanie(o połowę mniejsze niż przeciętne, pewnie dlatego, że o tym każdy mógł sam przeczytać), jednak zachęcony komentarzami postanowiłem jednak kontynuować serię.

Ekonomicznie

Wiele się działo, dla mnie jednak najważniejsze były pozytywne informacje o Polskim PKB za IV kwartał, odrobinę lepiej od przewidywać 4,3 względem 4,2. Dzięki temu też podniesiono prognozy na rok 2012, to daje nadzieje. Jednak z drugiej strony wszyscy spodziewają się wyhamowania choć z powodu zakończenia inwestycji związanych z Euro. Na tle Unii i tak wypadamy bardzo dobrze. Szczególnie, że nie wszystkie wskaźniki rosną, te o kondycji przemysłu, raczej wskazują na spadki. Czy to jednak dziwi? Przecież na 2012 przewidywania są w okolicy 2,5% a to duża różnica choćby względem 4,3 za 2011... Niestety też bezrobocie daje znać o sobie, więcej ludzi zaczyna oszczędzać na zakupach, ciekawe jak będzie z przyjściem wiosny i prac sezonowych.

sobota, 26 listopada 2011

Śmieci i prąd to też pieniądze



Na czym jeszcze można łatwo i szybko oszczędzić.

Kosz na śmieci

Śmieci, czyli wszystko co wyrzucamy tylko dlatego, że jest to wygodne. Pewnie większość z was zauważyła regularne wzrosty cen wywozu śmieci. Jest tak już od kilku lat i będzie przez wiele następnych. Śmieci są u nas głównie składowane na wysypiskach, a tych nikt u siebie nie chce. Jeszcze na dodatek te się przepełniają, trzeba je zamykać, a otwierać nowych nie ma gdzie. Województwa handlują nimi między sobą, ale przewóz i miejsce kosztują. Dlatego wzrost cen o 20% rocznie to nic specjalnie dziwnego.

Jednak nie jesteśmy skazani na płacenie za wszystko. Po to są produkty nadające się do przetworzenia by je segregować i móc oddać, lub wręcz sprzedać. Może ciężko sobie to wyobrazić, ale do tych kolorowych koszy na śmieci możemy wrzucić do 70% naszego kosza na śmieci! Co za tym idzie rachunki za wywóz śmieci mogą być o 70% mniejsze. To jednak nie wszystko, spora część z naszych śmieci nadaje się wręcz na zbieranie i sprzedaż. Skup papieru nie jest może jakoś specjalnie opłacalny, jednak już takie puszki aluminiowe, to zupełnie inna stawka.

Starsze pokolenie Polaków nie było do tego w żaden sposób przygotowywane, u nas nie ma póki co zwyczaju segregowania, co gorsza nie ma podstawowej na ten temat wiedzy. Większość z nas zupełnie bez zastanowienia wrzuca śmieci do kolorowych koszy, nie wiedząc w ogóle co tam powinno trafiać. To taki nasz sposób na bycie ekologicznym, przy okazji utrudniamy firmom życie, system jest przez to droższy i my płacimy więcej. Jest to kolejne błędne koło, w które uwielbiamy wpadać. Zachęcam do choć jednorazowego przeczytania informacji na ten temat choćby pod tym linkiem.

W Polsce na wysypiska trafia do 95% śmieci, w Danii jest to około 7%. Jak sądzicie kiedy my dojdziemy do takiego poziomu? A przecież te tony śmieci(około 300kg rocznie na obywatela), nie znika tylko leży w ziemi, przenika do wody, środowiska, więc i do nas. My jednak nadal wolimy wybrać rozwiązanie wygodne a nie odpowiednie. Niestety póki tak mało u nas będzie się w tej sprawie robiło, tak szybko będą rosły ceny za śmieci, a obecnie każdy ma obowiązek posiadać umowę na ich wywóz.

Żarówki energooszczędne

W Polsce 28% energii zużywamy na oświetlenie, w państwach które należą do unii dłużej jest to poniżej 12%, zaś dla nowo przyjętych poniżej 22%. Znów nie świecimy przykładem, do tego zgadnijcie kto za to płaci? Oczywiście my wraz z rachunkami, i to na wiele sposobów, za sam prąd, za emisję CO2 do atmosfery przez elektrownie, i tym podobne. Żarówki energooszczędne są na prawdę tańsze w użytkowaniu, nowoczesne modele mają przyjemne światło, święcą zdecydowanie dłużej od tradycyjnych, są droższe ale tylko przy zakupie, efektywnie wychodzą zdecydowanie taniej. Więc czemu ich tak nie lubimy?

Żarówki energooszczędne to tak na prawdę kompaktowe świetlówki, czyli mają wewnątrz elektronikę, która jest na tyle małą, że jej prawie nie widać. To jest pewien mankament, gdyż podnosi cenę, jest szkodliwe dla środowiska, dlatego kupując nową oddajmy starą. Można już kupić takie modele, które mają elektronikę osobno, pozwala to na dodatkową oszczędność, kupujemy samą spiralę a nie całość. Tak więc, żarówki te, są tańsze w użytkowaniu, ale jedynie pod tym względem są bardziej ekologiczne. Dodatkowo wprowadzają zmiany w sieci elektrycznej, które energetyka musi korygować, aby prąd nie szkodził innym urządzeniom w domu. Dobrym pomysłem wydawałoby się obecnie robienie osobnej instalacji dla oświetlenia, z czasem mogą wymagać od takich żarówek by to korygowały, co zwiększy koszta samych urządzeń.

Oświetlenie Ledowe to stosunkowa nowość na tynku, i raczej tak pozostanie, są do 100 razy droższe niż zwykłe żarówki. Nie są jednak jeszcze technologicznie tak zaawansowane jak jarzeniówki, przez co często ich światło bardziej razi niż oświetla.

Jedno jest pewne, nie ważne które żarówki są lepsze, jesteśmy skazani na energooszczędne. Tak więc trzeba się z tym pogodzić, i pamiętać by na nich nie oszczędzać. Porządna żarówka tego typu poświeci nam z 5 lat, koszt zakupu się zwróci o to nie ma obawy. Na wszelki wypadek trzymajmy paragon, dobre firmy dają więcej niż 2 lata gwarancji. Najważniejsze jest w tym jednak to by ich nie wyrzucać do kosza! Oddajmy je do sklepu, w jej cenie była wliczona opłata za utylizację, skorzystajmy z tego.

czwartek, 24 listopada 2011

Świadome zakupy - przykład

zestaw z przyprawą w młynku Kamis gratis

Dzień z chwilą na większe zakupy





Czym ciekawym próbowały mnie zwabić "gazetki"

Miałem akurat wolną chwilę, przejrzałem lodówkę i półki, wiedząc co jest potrzebne i co się może przydać, postanowiłem sprawdzić co mają do zaoferowania moje markety w pobliżu.


"Gratisowy" młynek ze zdjęcia powyżej

Muszę się przyznać mam słabość do gratisów i gadżetów dodawanych do różnych rzeczy. A tu za mniej więcej 6 zł dostaję 2 opakowania makaronu dobrej firmy i np sól z ręcznym młynkiem. Szybka kalkulacja, ten makaron bywa w cenie 2,5 zł, a sól około 3 zł. Wszystko niby super, tylko czemu na obrazku z gazetki przyprawa jest etykietką do mnie, a w sklepie wszystkie są bokiem? Odpowiedź jest dość oczywista, aby nie móc sprawdzić wagi, na oko solniczka jest co najmniej o połowę mniejsza od tej z półki, a może to jedynie jej trzecia część? Jeśli tak, to cena sumaryczna wychodzi taka sama. Do tego odradzam kupowanie solniczek tego typu, są z przeznaczenia jedno razowe, choć można je otworzyć to jednak nie są wieczne, a przecież to cała masa szkła i tworzyw sztucznych, do tego z zabójczą przebitką cenową. Czy nie lepiej poszukać dedykowanych młynków ręcznych?


O ile lepiej wyglądają produkty w telewizji, innym słowem szmelc!

Ale nie poddawałem się, Kamis ma jakieś problemy ze sprzedażą, a może chce się pokazać przed świętami? W każdym razie, za wydanie około 30 zł na przyprawy(w zależności od sklepu możę to być 29zł, lub 49zł, na te same przyprawy!) dostaniemy gwarantowaną nagrodę, ten oto organizer na przyprawy.organizer na przyprawy Kamis Prawda że wygląda solidnie i przyzwoicie? W internecie niestety nie znalazłem ani jednej opinii na ten temat, więc przed decyzją o wzięciu udziału, w Kolporterze obejrzałem sobie tu cudo(Kolporter jest w większości marketów, więc miałem po drodze). Pojemniki na zdjęciu wyglądają na masywne, metalowe, w rzeczywistości blaszka z której są zrobione chyba nie mogłaby być cieńsza. Warte tyle co nic, cóż czyżby to już koniec okazji na marnowanie moich pieniędzy?


Jednak czasem coś można znaleźć

W jednym ze sklepów znalazłem serki pleśniowe, które lubię choć cena raczej do nich nie zachęca, i tak stałem się posiadaczem 3 sztuk(jeść je mogę do końca roku wg daty, więc nie jest tak źle), a wraz z nimi dostałem nożyk do serków, nada się też do warzyw, w sumie zbyteczny, ale serki i tak bym kupił więc czemu nie.


Cena sugerowana przez producenta, to nie koniecznie ta najniższa

Prawdziwie udanym zakupem, choć oszczędność nie powala były twarożki o różnych smakach, cena sugerowana na opakowaniu przez producenta 2,39 zł, duże markety mają po 2,29 a ja znalazłem sklep gdzie są po 1,89, 20% taniej. Wszystko w porządku, data do końca roku, cena za 100g 1,26 i przede wszystkim je lubię, zdrowe, smaczne, 4 smaki, plus pomidor i mam dobre śniadanie.


Inne ciekawe produkty...

Jak widać, większość z tego typu promocji to ściema, są droższe, lub niepotrzebne, często niepotrzebnie szkodliwe dla środowiska. Ostatnio np widziałem płatki, 350g, w opakowaniu papierowym, a w środku folia, do tego kartonu zmieszczą się spokojnie 2-3 takie opakowania foliowe. Śmieszy to troszkę, bo to nikomu nie pomaga, no może poza producentem, w innych krajach państwo za takie coś nakłada kary - i słusznie. Nasze też może, ale tego nie robi, pewnie sami musimy im to zgłaszać, a zamiast karać takimi bzdurami, wolą nas obarczać podatkami. Przecież za to opakowanie o 100% większe my płacimy przy utylizacji, a miejsca w naszym kraju pod wysypiska ubywa.

Zachęcam do zastanowienia się przy zakupach, także nad ich ekologicznym aspektem. Póki co może mamy pod tym względem spokój, ale to tykająca bomba.

środa, 23 listopada 2011

Wiedza to potęgi klucz



Co my tak na prawdę wiemy?

Krzywica to choroba układu pokarmowego, która utrudnia wchłanianie wapnia z układu pokarmowego, co za tym kości stają się miękkie, odkształcają się, są kruche i podatne na złamania. Uważano, że znikła wraz z XX wiekiem, jednak. Powoduje ją brak witaminy D. Co jest tego przyczyną? Brak słońca, i to nie chodzi o mniejszą liczbę słonecznych dni z powodu zmian klimatycznych, tylko dzieci, bo one głównie na nią chorują, zbyt mało bawią się na słońcu, a jeśli już to wysmarowane filtrami do tego stopnia, że nic to nie daje. Często spowodowane zbyt gorliwą opieką nad dziećmi, ze strony rodziców. Przecież media, specjaliści każą sparować się kremami, dziura ozonowa jest zła powoduje raka, należy unikać słońca. W 2001 roku liczba zdiagnozowanych przypadków to 185, zaś w 2009 już 479.

Fluor jest zachwalany w reklamach jako niezbędny przy dbaniu o zęby. Jaka jest prawda raczej się nie dowiemy, w zależności od tego kto robi badania wyniki są na korzyść kogoś innego. Najprawdopodobniej dobrze jest stosować pewne ilości fluoru w dzieciństwie, unikać go w wieku dorosłym, chodzi szczególnie o pastę do zębów, bo tutaj mamy na to wpływ. Podczas gdy często w wodzie pitnej jest go już wystarczająca dla nas ilość, dostajemy go więcej niż potrzeba wraz z pastą i innymi preparatami do dbania o zęby. Czemu zatem nie ma rzetelnych badań? Bo fluor to trucizna silniejsza niż ołów, a do tego produkt uboczny produkcji aluminium, który zamiast utylizować lepiej dać ludziom do wypicia, zjedzenia, a później umycia nim zębów.

Jeśli myję się codziennie, do publicznej ubikacji wchodzę otwierając drzwi łokciem, lub naciskam na nie podeszwą buta. Korzystam z pisuaru, i wychodzę również nie myjąc dłoni, to na pewno usłyszę od dziewczyny, że mam brudne ręce pełne bakterii i mam je umyć. Ale jakich bakterii? Przecież moje krocze to ciało jak całe inne, myte kilka godzin temu, więc czemu mam dotykać klamki którą dotykały tysiące osób, część pewnie chora, tak samo z kranem, podajnikiem mydła, i wszystkim czego tam dotknę? To tak samo jak z butelką wody, czy za czasów waszego dzieciństwa, wy również pożyczając od kogoś oranżadę w butelce czyściliście szyjkę ręką? A przecież na ręce człowiek ma więcej bakterii niż na ustach(z powodu śliny).

No dobrze, ale po co ja o tym tutaj piszę? Głównie z dwóch powodów, czytając ostatnio wiele komentarzy zauważyłem, że wielu z nas nie liczy na dożycie do emerytury. Jednak skoro poziom wiedzy większości z nas opisują powyższe przypadki, lekarzy odwiedzamy nie po to by się przebadać kontrolnie, ale jak już nam coś dolega, to do kogo można mieć za to pretensje? Prawdę mówiąc, nie tylko do nas, ale także do społeczeństwa, nauczycieli i instytucji. Jak to możliwe, że w telewizji można reklamować, jako zdrowe, polepszające zdrowie rzeczy które potrafią mieć skutek odwrotny? Kary są faktycznie czasem przyznawane, za jakiś jogurt, ale pasty do zębów to już koniecznie z fluorem...

Drugi powód wygląda tak. A gdybym te przykłady opisał jako:

  • Młody inwestor często podejmuje decyzje na podstawie opinii osób trzecich piszących artykuły w internecie, czy też reportaży w telewizji, bez samodzielnego sprawdzenia podstaw za pomocą rzetelnych danych,
  • duże firmy, korporacje lubią oszukiwać, nie należy pokładać pełnego zaufania w prezentowane przez nich informacje, im łatwiej ukryć machlojki niż małym firmom,
  • zwykło się przyjmować za pewne, informacje wyniesione z dzieciństwa, wielokrotnie powtarzane przez innych, podczas gdy nie mamy wiedzy by je zweryfikować.

Wydźwięk tych przypadków społecznych można łatwo przełożyć na język inwestora. Zatem będąc bardziej świadomym otoczenia, może nam być łatwiej zrozumieć emocjonalną część inwestycji. Pamiętajmy, za papierami, nazwami stoją ludzie, więc czemu zakładamy ich uczciwość? Kto z nas nie oszukuje w jakiś sposób, zatem skoro my to trzeba założyć że robią to wszyscy. I odwrotnie, osoba która by zrozumiała giełdę, powinna rozumieć wszystko w naszym otoczeniu.

Morał

Pogłębiajmy swoją wiedzę, z każdego aspektu życia, a łatwiej będzie o sukces, oraz możliwość cieszenia się nim. Inwestujmy w siebie, szczególnie w wiedzę o nas samych, i w zdrowie, można mając fortunę życie stracić z powodu odwołanej wizyty u lekarza gdyż akurat na giełdzie coś się działo. Bo czy lepiej być zdrowym biednym emerytem, czy też schorowanym bogaczem? Pewnie odpowiedzi są różne, ale warto o tym pomyśleć póki jest jeszcze czas.

wtorek, 22 listopada 2011

Oszczędzanie w kuchni

W kuchni oszczędzisz czas i pieniądze.





Kuchenka

Głównie gazowa lub elektryczna, spora liczba rodzajów a także różne koszty użytkowania. Na chwilę obecną najtańsza w użytkowaniu jest kuchenka gazowa, ma jednak swoje wady, od osadu poprzez ryzyko wybuchu/zatrucia gazem. Jednak istnieją też zalety, prócz ceny można do nich zaliczyć choćby dużą moc palników. Jeśli chodzi o elektryczne to w tej chwili bardzo potaniały kuchenki indukcyjne, które mogą być niewiele droższe od gazowych, wiele zależy od kosztu energii. Do wad na pewno należy zaliczyć wymóg specjalnych naczyń, czy ryzyko oddziaływania choćby na rozruszniki serca, ponoć jej pole magnetyczne może ogólnie wpływać na ludzi. Do tego bez płomienia pewne potrawy będzie ciężko zrobić. Jednak za to nie ma w tym przypadku spalania, nie ma więc osadów. Wybór zatem jest dość ciężki, i trzeba samemu poświęcić sporo czasu na wybranie najlepszej możliwości, szczególnie, że ciągle następują zmiany. Jednak nie miałem zamiaru proponować wymiany kuchenki, to tylko w ramach informacji.

Gotując na kuchence, niezależnie od jej rodzaju ważne aby naczynie było nieco większe niż palnik, oraz by miało przykrywkę. Osobiście polecam szklane z odpowietrznikiem. Jaka jest różnica między gotowaniem bez i z pokrywką? Wartości do których można dotrzeć są różne, wahają się między 15 a 30%, z mojego doświadczenia wynika, że jest to raczej wartość 30%. Do tego ważne jest dbanie o palniki, zabrudzone zużywają więcej gazu, tak samo ma na to wpływ ich rodzaj. Technologia zmienia się nawet tutaj. Co jeszcze można zrobić aby zaoszczędzić na gazie? Należy nie oszczędzać na naczyniach, te kiepskiej jakości, gorzej przewodzące ciepło będą droższe w użytkowaniu. Nie mówiąc już o kosztach ich wymiany.

Zlewozmywak a zmywarka

Co do zlewozmywaka, ja na przykład mam jeden piecyk podgrzewający wodę w łazience, nim woda dopłynie do kuchni zazwyczaj zdążę umyć szklankę, czy macie tak samo? A przecież wówczas piecyk się uruchomi, woda się nagrzeje i ochłodzi, a my za to płacimy. Jeśli zatem już tak myć, to lepiej jednorazowo większą ilość naczyń. Oczywiście oszczędniej jest napuścić ciepłej wody do zlewozmywaka, umyć i spłukać niż myć pod bieżącą wodą. Duży wpływ ma też zastosowanie pieniacza(aeratory), myje się z ich pomocą wygodniej do tego taniej, potrafią one zaoszczędzić od 15 do 60% wody!. O cieknących kranach chyba już nikomu nie trzeba przypominać?

Jednak zdecydowanie taniej powinno wyjść użycie zmywarki. W Polsce nie są one zbyt popularne, a to błąd, raptem 5% gospodarstw domowych posiada to urządzenie. Kto z nas jest w stanie umyć w 20l wody pełną zawartość zmywarki? To tyle naczyń co zużywa 6 osobowa rodzina w ciągu całego dnia, gdy wszyscy jedzą w domu. Rocznie można zaoszczędzić z jej pomocą do 150złna wodzie, i 160 na energii, do tego np w Krakowie mamy niższe stawki nocą, więc oszczędność może być jeszcze większa. Jeśli nie masz zmywarki, powinieneś się zainteresować zainwestowaniem w nią, szybko powinna się zwrócić. Trzeba brać też pod uwagę, ceny detergentów, i jakość samego mycia, kto z nas myje w temperaturze 55 stopni?

Lodówka, zamrażarka

Kolejny sposób na oszczędność, czy i wy macie starą lodówkę, liczącą co najmniej 20 lat? Oszczędność na lodówce bardzo łatwo sobie wyliczyć, wystarczy odczytać wartość zużycia energii z tabliczki na jej tyle i porównać przy okazji w sklepie z jej nowoczesnym odpowiednikiem. Ta wartość spokojnie muzę wynieść 100zł rocznie. Oczywiście o ile nasze stara lodówka pobiera tyle ile pobierała 20 lat temu, a przecież to niemożliwe, choćby zużycie uszczelek potrafi zwiększyć ten koszt w znaczny sposób. Do tego nowoczesne lodówki mają cała masę udogodnień, różna temperatura na półkach to dodatkowa oszczędność, lodówki których nie potrzeba rozmrażać. To wszystko sprawia, że taka inwestycja nie tylko się zwraca, ale także oszczędza nam czas. Dobierając lodówkę należy przede wszystkim wybrać jak najmniejszą, po co płacić za chłodzenie powietrza którego nie potrzebujemy? Rozmiar lodówki ma większy wpływ na koszt niż klasa energetyczna.

Inne sprzęty

Oczywiście w kuchni mamy całą masę innych sprzętów, taki czajnik elektryczny potrafi pobierać 10% więcej prądu tylko z powodu pokrycia grzałki kamieniem, mikrofalówka choć się przydaje to nie dość, że pobiera sporo prądu to jak dla mnie psuje smak potraw. Wiele można by opisywać, jednak nie chcę wskazywać wszystkiego uważam, że jak już się zaczniemy nad tym zastanawiać, to sami lepiej będziemy potrafić kontynuować ten proces. Nie bez znaczenia jest także aspekt ekologiczny. Każdy zaoszczędzony litr i odrobina energii pomaga środowisku, dlatego też nie wyrzucajmy starych sprzętów na śmieci, tylko oddawajmy je do utylizacji, zresztą taki jest nas obowiązek. Przy okazji przypomnę, że stary sprzęt możemy oddać w sklepie gdzie kupujemy nowy, za darmo a sklep ma obowiązek go przyjąć, czasem dodatkowo można dostać z tego tytułu rabat przy okazji akcji promocyjnych.

Ciekawostka, czajnik elektryczny

Trafiłem na to zupełnie przypadkiem, wczoraj wieczorem. Na rynku są dostępne czajniki elektryczne które mogą gotować wodę do konkretnej temperatury, powiedzmy 60, 75, 80, 90 i 100 stopni. Zapewne spora część z was wie, że inną temperaturą wody powinno się zaparzać kawę rozpuszczalną a inną mieloną. Można tą temperaturę uzyskać poprzez odczekiwanie, i tak na przykład zagotowanie wody 3 minuty, odczekanie aż jej temperatura spadnie do 80 stopni 10 minut, z takim czajnikiem mamy wodę już po 2 minutach. Czyż to nie jest piękne? Oczywiście niesie też za sobą korzyść materialną, ilość energii potrzebnej do ogrzania zależy wprost od różnicy temperatur, docelowej od wyjściowej. Woda z krany ma około 20 stopni, zagotowanie zatem to wzrost temperatury o 80 stopni, podczas gdy dla zielonej herbaty wystarczy wzrost o 60 stopni. Różnica w temperaturach jest zatem w zależności które liczby ze sobą porównywać, 33 lub 25%. Przekłada się to wprost na ilość zużywanego prądu jak i smak napojów, a sam jestem smakoszem różnych. Wszystko pięknie, ale jednak gdy ktoś ma wodę w kranie którą trzeba przegotować, taniej wyjdzie mu gotowanie wody w konkretnej potrzebnej ilości, i czajnik którego minimum wody to 1 szklanka. Są wśród nas jednak osoby które mają tak dobrą wodę, że nie muszą jej zaparzać przed piciem, oraz takie które mają tak kiepską, że używają butelkowanej. Zawsze lepiej wiedzieć, niż nie.

Klasy energetyczne

Artykuł o takiej tematyce niebyły pełen bez wspomnienia o klasach energetycznych urządzeń. Informacje na jej temat umieszczone są na etykiecie energetycznej, która prócz klasy zawiera też zestaw pewnych cech wspólnych dla danego typu urządzeń. Tutaj jednak przestrzegam przed szałem poszukiwania urządzeń z etykietą A+, i większą liczbą plusów. Prawdą jest, że są bardziej oszczędne, jednak zazwyczaj prosty rachunek pozwala stwierdzić, że ta oszczędność się nie zwróci. Po prostu te produkty są zbyt drogie jak na oszczędność jaką ze sobą niosą. Ekologicznie będzie wymienić lodówkę i zmywarkę do klasy A, niż tylko jedno z nich do A++.

Pamiętajmy także o innych cechach kupowanych produktów, jak choćby okres gwarancji, moja lodówka ma 20+ lat i nadal działa, zapewne też będzie jeszcze długo działać, jednak nowe urządzenia często lubią się psuć a ich naprawa często się nie opłaca. Warto rozważyć dopłacenie paru złotych by uzyskać wydłużenie okresu gwarancyjnego.

Inwestycja w oszczędzanie

Dokonując takich inwestycji, roczna oszczędność z tego tytuły wyniesie więcej niż odsetki od 10 tyś zł na 6%, może więc warto część swoich oszczędności przeznaczyć na ten cel? Na różnych blogach pojawiają się opinie o możliwej hiperinflacji, wówczas nasze oszczędności na koncie mogą "wyparować", a sprzęt z kuchni nie. Oczywiście ja w taki obrót spraw nie wierze, i mam nadzieję że słusznie. Jednak oszczędności z tytułu modernizacji sprzętów kuchennych mogą być spore, zachęcam do sprawdzenia u siebie.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Wiem co jem - płacę mniej


Aby nie przepłacać za dobre produkty spożywcze, trzeba wiedzieć co się je.

Niestety tak to już jest, nie ma nic za darmo, a reklam w TV nie można traktować jak informatora po produktach spożywczych wyświetlanego w przerwach podczas filmu. Jestem pewien, że dla większości osób jest jednak inaczej, reklama ma to do siebie, że na nas działa i trzeba być tego świadomym. Wiele osób sądzi, że znana marka jest synonimem jakości, smaku, zdrowia, choć kosztem ceny. Nie jest to jednak prawdą, przynajmniej nie zawsze. Często lepszy smak jest rezultatem stosowanej chemii poprawiającej intensywność smaku, ta chemia idzie w sprzeczności ze zdrowiem, a cena jest wynikiem reklamy w TV. Można, a nawet trzeba wybierać produkty jak najlepsze, nie koniecznie najtańsze, czy najdroższe, bowiem cena nie jest wyznacznikiem jakości, zazwyczaj jedynie ładnego opakowania.

Dobrze, co z tego wszystkiego wynika? Okazuje się mianowicie, że robiąc zakupy można nie tylko kupić coś zdrowszego niż reklamowane produkty, ale także taniej. Trzeba jednak wiedzieć, co dany produkt powinien zawierać, umieć porównań dwa produkty, i wybrać lepszy. Sam długi czas wybierałem je mylnie, uważałem na przykład, że nie ma lepszego ketchupu niż ten z telewizji, może i drogi ale smaczny i dobry. Okazało się jednak być zupełnie inaczej, od pewnego czasu kupuję taniej i zdrowiej, smak jak dla mnie bez zmian. Jednak tego produktu nie znalazłem ani w TV, ani w gazecie, tylko na półce pośród innych. Jednorazowo poświęcony czas skutkuje teraz regularną oszczędnością rzędu 20% względem dotychczasowego produktu i lepszą jakością.

Jak zatem dotrzeć do takich informacji? Można wybrać produkt który nas interesuje i przeszukać internet. Ja jednak rozpocząłem swoje dokształcanie się w tym aspekcie od programu "Wiem co jem", którego odcinki są do obejrzenia w internecie, zupełnie za darmo(reklamy przed odcinkiem). Zaczęło się od nudnego poranku i przeglądania oferty filmów dokumentalnych na jednym ze znanych portali, tak trafiłem na odcinek "Makaron", obejrzałem i okazało się, że mój poziom wiedzy o tak prostym produkcie spożywczym był żenująco niski. Osobiście polecam zacząć od:

  • parówki - niby każdy wie, że do ich produkcji trafia to, z czego nie da się zrobić już niczego innego, jednak to i tak poraża,
  • czekolada - 100 gramów cukru kosztuje 30 groszy, to czemu płacimy 2 zł?
  • chleb - sam kupowałem zwykły, biały ale przy 2 osobach często część lądowała w koszu, zielona po 3 dniach, a skoro nie drożej mogę mieć lepszy i trwalszy chleb to czemu nie?
  • płatki śniadaniowe - czemu wybieramy te kolorowe puste w środku, podczas gdy dzięki innym żyje się lepiej?
  • kapusta - niby nic specjalnego, a może zastąpić wszystkie specyfiki na nadwagę,

Odcinków jest więcej, produkcja polska, akcja rozgrywa się w sklepach na terenie Krakowa które sam rozpoznaję. Troszkę odstrasza sposób prezentacji materiałów ale jednak uważam, że warto się przemęczyć z "doktor zdrówko". Oczywiście nie jest tak, że wszystko można zastąpić zdrowszym produktem, do tego tańszym, jednak świadomość decyzji jakie podejmujemy to już dużo. Osobiście nie wyobrażam sobie, aby tego typu produkcja trafiła do ogólnodostępnej telewizji, gdzie prawie każdy reklamowany w niej produkt jest w tym programie uznawany za "śmieciowym", a szkoda bo dzieci powinny się takich rzeczy uczyć już w szkole!

Osobiście po obejrzeniu tego programu zmieniłem co nieco moje zwykle kupowane produkty na inne, koszt na pewno nie wzrósł liczę też, że ich jakość się poprawiła. Nie można być tego pewnym, niestety producenci nadal potrafią oszukiwać przy podawaniu składu. Zakupy trwają czasem chwilę dłużej, czasem wracam bez jakiegoś produktu bo nie było niczego sensownego do kupienia, jednak sam fakt zdobytej wiedzy mnie cieszy.