niedziela, 19 maja 2013

Remont w pokoju, głowa mała...

Zgodnie ze wzmianką w poście sprzed tygodnia, znów coś skrobię :)



Powody ^_^

Jak widać po miniaturce do tego postu, widok tego co się ukrywało pod tapetami jest lekko przerażający :) Mieszkanie czy też pokój nie jest mój/nasz, ale mieszkamy tutaj po kosztach i to od tak dawna, że wypadało odświeżyć pokój. Lepszej okazji niż długi majowy weekend nie widziałem. Nie przypuszczałem jednak jak długo to potrwa, a trwało oj trwało.

Przygotowania

O remontach czy budowlance mam bardzo blade pojęcie, niby z jednej strony kupić farbę i wałek, a później użyć jednego za pomocą drugiego to nic wielkiego. Tak samo miało być ze zdzieraniem starej tapety, itp. Najbardziej obawiałem się oczywiście gładzi, obecna na ścianach faktura tynku do niczego się nie nadawała. Nie była nic a nic jednolita, do tego popękana, krzywa itp. Jednak gdzie się lepiej czegoś takiego uczyć jak nie na swoim ;)

Koszty czasowe

Liczyłem, że w 5 dni wszystko uda się zrobić. Jednak trwało to całe 8 dni, a w mieszkaniu jeszcze stoją jakieś wiaderka, które trzeba umyć i wyrzucić. To pierwsza nauczka :) Jeśli nie widzisz dobrze za co się zabierasz, to nie ma co liczyć :] Okazało się, że tynk w niektórych miejscach odpada, pewne elementy nie chcą łatwo schodzić, inne schodzą zaś za łatwo. Tak np. było z sufitem... był wcześniej malowany raz, może dwa, nic więc z nim nie robiłem. W swojej prostej naiwności laika remontowego sądziłem, że przymaluję raz lub dwa i po kłopocie... Tym czasem gdy przejechałem wilgotnym wałkiem, farba została na wałku wraz ze starą, która odeszła... :( Co gorsza odchodziła tylko w niektórych miejscach, a zdzierać było trzeba cały sufit - kolejny dzień opóźnień... Najwięcej czasu jednak zajęło gładzenie ścian, nanoszenie a później równanie. Teraz już wiem, że nie jest to lekka sprawa, do tego bardzo droga :)

Koszty finansowe

Gdy wybrałem się do sklepu i powiedziałem co chcę zrobić, to miły pracownik wyliczył mi, że potrzebuję z 70 kg gotowej gładzi szpachlowej(nie mam mechanicznego mieszalnika, a patykiem to można w ognisku grzebać a nie w czymś takim :). Oczywiście w sprzedaży są tylko 20kg wiaderka więc za całą przyjemność wyszłoby prawie 200 zł. To jednak przy założeniu grubości gładzi na poziomie 1mm, jak się okazało, udało mi się położyć nieco mniej niż 0,5 - jednak dwa i tak poszły. Farby to nie tak wiele jak się wydaje. Najwięcej chyba zjadły wszelkiego rodzaju dodatki, packa do gładzenia, papier ścierny, folie zabezpieczające, taśmy, pędzelki itp. Koszt całego remontu jeśli chodzi o sprzęt to blisko tysiąc złotych. Drugi tysiąc poszedł na nowy stelaż pod łóżko, fotel do biurka itp(stare poleciały na lamusownie). Wydatki rozłożyły się równomiernie pomiędzy kwiecień i maj. Nie odczujemy tego aż tak, ze względu na kilka stówek w bonach sodexho - ale jednak.

Zdobyte doświadczenie

To był zwykły tydzień roboczy, sądzę, że gdybym ograniczył się do zdjęcia tapet, przygotowania pokoju a do gładzenia wynajął "fachowca" miałbym wszystko szybciej o jakieś 2 dni, do tego lepiej za niewielką dopłatą(przy założeniu, że w tym czasie ja pracuje, z dniówką na poziomie 100 zł), to efekt czasowy mógłbym uznać za taki sam a efekt byłby lepszy. Jednak urlop wykorzystać trzeba, a z obecnymi umiejętnościami nie mam póki co liczyć na 2-3 dni zajęcia po godzinach w tej samej kwocie.
Jednak wiem już znacznie więcej na temat prostych remontów, wiem też jak ogromne znaczenie ma dobre przygotowanie. Nie ma niczego gorszego niż potrzeba 2-3 wizyt w ciągu dnia w sklepie oddalonym o 30 min drogi bo zapomniało się kupić odpowiedniego wałka, pędzla, zapasu papieru ściernego, maseczek itp.(straciłem przez to jakiś dodatkowy dzień).

Podsumowanie

To były ciężkie 8 dni, liczyłem na góra 5. Tak to jest z liczeniem ;] Dałem jednak radę(okna i kaloryfer do pomalowania w wolny dzień/weekend). Choć miałem chwile gdy się podłamywałem(np. gdy podczas zdzierania farby z sufitu zauważyłem, że jakieś 2m kwadratowego tego sufitu chce odpaść - oby sąsiedzi nie skakali za dużo...). Nieco zaoszczędziłem(choć w myśl reklamy, nic z tego nie trafiło na konto ;) Sprawdziłem jak to wszystko wygląda gdy się to robi samemu. Nieco się dowartościowałem(potrafię coś więcej, niż tylko siedzieć przed komputerem) ale wiem też, że fachowiec to jednak fachowiec i ściany miałbym bardziej gładkie ^_^. Jednak nawet teraz pokój jest o wiele przyjemniejszy a to ma przecież ogromne znaczenie :)

A za tydzień analiza mojej zabawy z papierem GPW - liczyłem na szybki zysk pod nowy system transakcyjny, a traciłem około 10% w najgorszym momencie, obecnie 2% na minusie, może do następnej niedzieli będzie 2% na plusie? Oby :>

5 komentarzy:

  1. Wielkie gratulacje z mojej strony - nie tylko oszczędziłeś, zrobiłeś pewnie porządniej niż robiący szybko "fachowiec", to jeszcze zdobyłeś nowe kwalifikacje (zdecydowanie kwalifikujące się jako "miejski survival"!), które nigdy nie wiadomo kiedy się przydadzą. Kolejny tego typu projekt pójdzie na pewno szybciej i pozwoli na kolejne oszczędności. I masz dowód, że nie ma się czego bać - to takie pozytywne polskie podejście na zasadzie "co - ja nie zrobię"? :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Robienie czegoś samemu daje niesamowicie dużo radości i satysfakcji. I właśnie to jest w tym wszystkim najlepsze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Najbardziej poruszyło mnie podsumowanie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podsumowanie fajne, fajne też ogrzewanie domu zastosowałeś porównując do oszczedzania ;]

    OdpowiedzUsuń